Mija właśnie kilka tygodni, gdy w kwestii ruchu i treningu mojego ciała nie robię nic więcej niż poprzednio, ale zmieniłem filozofię treningu. Godzinne przerzucanie umiarkowanego ciężaru żelastwa zamieniłem na zaledwie 7 – 10 minut intensywnego siłowego treningu. Czas podzielić się doświadczeniem.

Przypomnę krótko o co chodzi w tej filozofii treningu.

  • Jednorazowy trening trwa tylko około 10 minut. 
  • W czasie treningu ćwiczymy tylko jedną partię mięśni, za to bardzo intensywnie. Chodzi o to, by nie zmęczyć nadmiernie całego ciała, zachować energię (tak naprawdę jest jej nawet znacznie więcej), a zamiast tego tym konkretnym mięśniom dać impuls do rozwoju, wzrostu siły etc.
  • Trenujemy 3 razy w tygodniu (trening – dzień przerwy – trening – dzień przerwy itd.)
  • Za każdym razem trenujemy inną partię mięśni.
  • Do tej samej partii mięśni wracamy dopiero po 10 dniach.

Powiem Wam tyle, że ma to sens.

Dzięki trenowaniu bardzo intensywnemu danych mięśni mamy szansę je wzmocnić – mięsień bowiem tylko wtedy się rozwija, gdy dochodzi do mikrouszkodzeń włókien mięśniowych, a to wymaga dużego wysiłku. Nie ma mocnego wysiłku, nie ma mikrouszkodzeń, nie ma rozwoju mięśnia, nie ma wzrostu siły ani zdolności do spalania tłuszczu.

Jeśli chodzi o spalanie tłuszczu, to warto wiedzieć, że właśnie mięśnie są w naszym organizmie maszynami spełniającymi tę funkcję. Jeśli masz słabe mięśnie, nie ma szansy na prawdziwe spalanie tłuszczu.

Dzięki zaś temu, że mięśnie zaczynają spalać tłuszcze, masz więcej energii. Trenując jedną partię mięśni naraz zachowujesz dobre samopoczucie całego ciała, ponieważ nigdy nie jesteś ogólnie przemęczony.

Generalnie – mięśnie rozwijają się, rośnie siła, tłuszcz ulega spaleniu a ty sam lub sama masz więcej energii i lepsze samopoczucie.

Jeśli chodzi o mnie…

Zapisałem się do programu 7 minutowego treningu po to, by dokładnie poznać ten sposób dbania o swoją kondycję. Po kilku tygodniach trenowania w ten sposób, bez zwiększania częstotliwości mogę powiedzieć o swoich efektach co następuje.

Waga

Stoi w miejscu – i bardzo dobrze. Przy moim wzroście 176 cm moje 78 kg jest OK, bardziej interesuje mnie obraz w lustrze i fakt, iż jakiś czas temu przestałem się mieścić w niektóre z moich spodni. Nadal więc ważę 78 kg, ale…

Centymetry

Spodnie zaczynają powoli robić się coraz luźniejsze a brzuch z powrotem zaczyna opierać się działaniu grawitacji.

Samopoczucie, energia

Zdecydowana zmiana. Energii mam więcej, zmęczenia mniej, samopoczucie poprawiło się.

Wszystko, co zrobiłem, to zmodyfikowałem zasady mojego treningu bez zwiększenia jego częstotliwości. Nie zmieniłem też nic w kwestii odżywiania. Żadnej rewolucji w trybie życia.

Za kilka dni kolejna porcja doświadczeń.

Produkty w koszyku